Maria-sama ga Miteru OAV
Data wydania: 2006
Czas trwania: 5×50 min
Tytuły alternatywne:
MariMite OAV
Gatunki: Komedia, Romans, Szkolne życie, Yuri
Ocena recenzenta (9/10)
Ocena użytkowników (10/10)
Mijają miesiące, a fani się niecierpliwią… I o to wybawienie. Tym razem trzeba było poczekać dwa lata, ale oto jest. Wyczekiwany, upragniony 3 sezon Marii samy. Zaszły w nim jakieś zauważalne zmiany. Nie mam tu na myśli tylko zmiany formy z 13 odcinkowej serii telewizyjnej na 5 odcinkową OVA. Zmiany nastąpiły tak w warstwie fabularnej, jak i graficznej. No ale po kolei.
Na początek może nieco spraw technicznych. O ile wcześniej mieliśmy do czynienia z serialami telewizyjnymi o długość odcinków po 24 minuty, o tyle tym razem mamy do czynienia z serią OAV. Twórcy zdecydowali się na zmniejszenie liczby odcinków, na rzecz ich długość, tak więc tym razem każdy epizod trwa 50 minut. Dla jednych może być to wada, a dla innych zaleta. Mi osobiście ten system nie przeszkadzał, i tę serię oglądało mi się równie dobrze jak obie poprzednie.
Jeśli o fabułę chodzi, to mamy to do czynienia z czymś w rodzaju pomostu pomiędzy serią drugą a serią czwartą. Akcja rozgrywa się w okresie wakacyjnym i obejmuje przerwę letnią oraz część początku nowego roku szkolnego. Twórcy na szczęście dali sobie tym razem spokój z wymyślaniem kolejnych kryzysów względem Sachiko i Yuki i tym razem mamy tu do czynienia z o wiele bardziej lekką i przyjemną formułą. Akcja toczy się wokół trzech spraw. Na początku obserwujemy wspólny wyjazd Sachiko i Yuki do domku na wsi tej pierwszej, potem obserwujemy przygotowania i realizację szkolnego festiwalu szkoły męskiej Hanadery, a na koniec będziemy świadkami wycieczki szkolnej uczennic akademii Lilian. A wycieczka ta nie byle jaka, bo aż do Włoch. Tradycyjnie już, są to tylko wątki główne, a w tle przewija się jeszcze sporo innych mniej, lub też bardziej ważnych historii. Część jak najbardziej śmieszna, a część już nieco bardziej tragiczna. Wspomnę tu tylko o moim zdaniem najciekawszym wątku dotyczącym fanatycznej nieomal fanki Yumi, pannie Kanako.
Jeśli o stronę techniczną chodzi… Jak zwykle mamy nowy opening i ending. O ile ten pierwszy utrzymuje się w klimatach poprzednich dwóch, o tyle nowy ending zyskał na żywość. Melodia mu towarzysząca jest dużo szybsza, i rzekłbym weselsza. Myślę, że dobrze oddaje całość klimatu tej serii. Pewne zmiany w muzyce zaszły też w samym serialu. O ile zwykle kojarzą nam melodie zbliżone do tych znanych z poprzednich sezonów, o tyle w niektórych odcinkach, tych które dotyczą szkolnego festiwalu i wycieczki do Włoch towarzyszą nam nowe melodie. Powiedziałbym, że są one całkiem przyjemne i dobrze wpasowują się w klimat towarzyszących im scen. Natomiast grafika… O ile animacje i projekty postaci są jak najbardziej w porządku, to czepiłbym się już teł. Szczególnie raziły mnie one w ostatnim odcinku poświęconemu Włochom. Być może to tylko takie moje zboczenie, ale nieszczególnie mi się podobało to co twórcy zrobili z występującymi tam dziełami sztuki. Niemniej jednak ostateczny werdykt w tej sprawie i tak pozostawiam wam.
Kończąc już tę recenzję muszę przyznać, że trzeci sezon Marii samy, zaskoczył mnie jak najbardziej pozytywnie. Odejście od dramatu, na rzecz lekkiej komedii wyszło według mnie serii zdecydowanie na dobre. Zmianę tego klimatu podkreśla także nieco większa dojrzałość poszczególnych postaci, a także wprowadzenie kilku dodatkowych ożywiających całość wątków. Podsumowując, sezon 3 Marii samy jest jak najbardziej wart obejrzenia. A, że przebija się ponad swoje poprzedniczki, to wystawiam mu ocenę 9.
Dodał: Diablo | Skomentuj [0] | Czytań: 1127









