Anime Heaven

Maria-sama ga Miteru

Rodzaj: TV
Data wydania: 2004
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
Virgin Mary Watches Over Us
Gatunki: Dramat, Romans, Proza życia, Psychologiczny, Szkolne życie, Yuri


Ocena recenzenta (8/10)


Ocena użytkowników (10/10)

Jak dotąd nie było mi nigdy dane przestąpić progu typowej katolickiej szkoły dziewczęcej. Ale jeśli wierzyć japońskim twórcom anime Maria-sama Ga Miteru, to tego typu miejsca mają naprawdę niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju klimat, przynajmniej tak to widzą Japończycy.

Maria-sama jest z pewnością anime niezwykłym. Jeśli spojrzeć z jednej strony otrzymujemy leniwą, by nie rzec ślamazarną akcję, ukazującą zwyczajne życie pewnej szkoły, pozbawioną zupełnie motywów ratowania świata, kraju, czy chociażby jakiejś szybszej akcji. Ot zwyczajne anime o zdaje się zwyczajnych dziewczętach, przeżywających swoje zwyczajne troski i miłostki. Nic ciekawego. Jednak jeśli spojrzymy z innej strony otrzymamy tytuł który mimo wspominanej prostoty i zwyczajność wciąga i do końca widza nie wypuszcza, pozwalając się mu zżyć z bohaterkami i przeżywać wszystkie wydarzenia niejako osobiście. Raz pozwalając się pośmiać, a raz uronić łzę wzruszenia lub smutku. Pozwoli znaleźć sobie postacie które polubimy i którym będziemy cicho kibicować, jak i znaleźć te, którym będziemy życzyć skrętu kiszek, lub przynajmniej złamania obcasa. O tym w jaki sposób spojrzymy na ten tytuł zaważą najprawdopodobniej już pierwsze minuty, pierwszego odcinka. Jeśli obecny tu klimat się nam wtedy spodoba, to dalej można oglądać już w ciemno. Jeśli nie, to nie ma większego sensu się dalej z Marią męczyć.

Fabuła, można by rzec, kręci się wokół dość niecodziennego systemu życia szkolnego panującego w dziewczęcej Akademii Lilian. Każda z starszych uczennic tam uczęszczających może wziąć sobie młodszą koleżankę za swoją „siostrę”. Przygarnięcie siostry odbywa się poprzez przekazanie jej swojego różańca. Od tej pory młodsza z dziewcząt przechodzi pod opiekę tej starszej i więź pomiędzy nimi może trwać już aż do zakończenia szkoły. Na podwalinach tego systemu opiera się tutejszy „samorząd szkolny”, na który składają się 3 dziewczęta, 3 tzw. „róże”. Czerwona róża Chinensis, biała róża Gigantey, oraz żółta róża Foetida. Każda róża ma swoją ewentualną następczynię, zwaną pąkiem róży. Pąki mają prawo zabierać głos w czasie posiedzeń samorządu. Z kolei każdy pąk posiada jeszcze swoją młodszą siostrę. Fabuła Mari-samy zaczyna się od sprzeczki pomiędzy różami, a pąkiem róży Chinensis, Sakiko Ogasawarą. Róże chcą ją by zagrała ona w czasie przedstawienia kopciuszka, dziewczyna jednak tego nie chce. Jako, że nie posiada ona młodszej siostry, to jej sprzeciwy zostają odrzucone. Zdenerwowana Sakiko, wypada z siedziby samorządu, i… wpada na pierwszoroczną Yumi Fukuzawę. Pod wpływem impulsu zamierza uczynić ją swoją siostrą, ta jednak odmawia… I od tej pory przez 13 odcinków będzie nam dane obserwować rozwój rodzącej się pomiędzy Yumi i Sakiko więź, która wreszcie przemieni się w związek sióstr. Oprócz nich będziemy mieć okazję obserwować także inne róże oraz ich pąki stopniowo poznając to co je dręczy i cieszy, to co sprawia im radość i ból. Oprócz tego będzie kilka perypetii szkolnej gazetki, sporo monologów Yumi, oraz mniejszych lub większych sprzeczek pomiędzy nią i jej siostrą. Bo nie wszystko się będzie pomiędzy nimi tak idealnie rozwijać… Ale by nie było zbyt poważnie twórcy dorzucili do swego dzieła dość sporo wątków komediowych tworzonych choćby przez nieco dziecinną Yumi i jej bardzo emocjonalną twarz, czy też przez bezpośrednią i nieco wredną róże Gigantey. Całość sprawiło, że Marię oglądało się mi naprawdę lekko i zdecydowanie przyjemnie. Właściwie jedyną rzeczą przeszkadzającą mi w fabule, była pomieszana chronologia wydarzeń. Łatwo się zgubić gdy np. mamy w kilku odcinkach poruszany wątek walentynek, a już w następnych przeskakujemy do wcześniejszego przecież Bożego Narodzenia. No ale można do tego jakoś przywyknąć.

Jeśli o grafikę chodzi, to powiedziałbym, że jest ona dość prosta. Dość marne tła i nieszczególnie szczegółowe projekty postaci, mi jednak nie przeszkadzały, i dość dobrze wpisywaną się w nieco nierealny i duchowy klimat całość. Choć czepiłbym się przy tej okazji sposobu w jaki narysowano oczy postaci. Są one według mnie dość dziwaczne. Czasem kuleje też lekko animacja, ale ogólnie rzecz biorąc nie jest pod tym względem źle. Bardzo przypadł mi do gustu opening. Muzyka w nim użyta jest bardzo przyjemna i kojąca, choć dokładnie to samo można powiedzieć o całej tutejszej ścieżce dźwiękowej. Niemniej według mnie opening wypada dużo lepiej niż ending. Pod względem technicznym, to na jedno i drugie składają się standardowe w takich przypadkach animacje. Nie ma się tu nad czym rozwodzić.

Podsumowując rzekłbym, że jest to idealny tytuł dla miłośników spokojnych tytułów obyczajowych z lekką domieszką shoujo ai i komedii. Maria-sama jest naprawdę niezwykle pogodną i relaksującą serią, która w czasie seansu koi tak duszę jak i umysł. Nie żałuję ani chwili spędzonej z tą produkcją i wystawiam jej 8. Gdyby nie ta dziwaczna chronologia i nieco jednak prosta grafika spokojnie dałbym 9, no ale wobec tych zarzutów nie wchodzi to jednak w grę.

Dodał: Diablo | Skomentuj [0] | Czytań: 151

Reżyser: Yukihiro Matsushita
Scenariusz: Chiaki Manabe, Genki Yoshimura, Natsuko Takahashi, Reiko Yoshida
Studio: Studio DEEN
Muzyka: Mikiya Katakura
Anime Heaven - v19