Arisa
Data wydania: 2004
Czas trwania: 2×29 min
Tytuły alternatywne:
もけもけ大正電動娘 ARISA
Moke Moke Taishou Dendou Musume ARISA
Gatunki: Hentai
Ocena recenzenta (4/10)
Ocena użytkowników (9/10)
Jaki hentai jest, każdy widzi. Nikt nie wymaga od tego typu produkcji fabularnej głębi, niesamowitych zwrotów akcji, czy rozbudowanych dialogów, (kto u diabła czyta dialogi w hentaju, hm?). Hentai ma pobudzić jedynie kilka czujniczków w naszych szarych, ukrwionych gąbkach znajdujących się w naszych głowach, które powszechnie nazywamy mózgami. A czujniki te odpowiedzialne są za czynności fizjologiczno - fizyczne, których celem priorytetowym jest przedłużenie istnienia gatunku. Krótko i po ludzku mówiąc, hentaj ma podniecić, a nie zmuszać do przemyśleń, i doprowadzić nas do stanu, w którym trzeba "spuścić parę", a tym samym może uda się nabić kabzę producentom pieluszek, zasypek i innego tatałajstwa... Właśnie z powyższych powodów, gatunek ten nie cieszy się u mnie szczególną sympatią, i unikam go jak ognia, bo na litości jakaś fabuła by się jednak przydała, a ja lubię czytać dialogi. Jednak omawiany teraz przeze mnie tytuł, to hentaj niezwykły. Ma wszystko to, co hentaj mieć powinien, jednak zawiera też, o zgrozo, fabułę! Ba, żeby było zabawniej twórcy porwali się z motyką na słońce i w dwóch odcinkach postanowili, obok bara-bara zamiesić fabułę ciężką, ocierającą się o problem, czym właściwie jest człowieczeństwo.
Akcja tegoż cuda rozgrywa się w okresie, zdaje się poprzedzającym pierwszą wojnę światową i skupia się na postaciach następujących: Shinichirou, pan cyniczny, śmiertelnie obrażony na ojca, który zniknął z jego życia by badać elektroniczne lalki, (po czymś takim, też bym miał teraz traumę) jego przybranej siostry Kotomi, ich dziadku Genie, który nie wiedzieć skąd zna anime z 1969 (prorok?) i nawiązuje do jej głównego bohatera plus na osłodę młodziutka Saya. Do tej grupki rodzinnej dochodzi jeszcze tytułowa Arisa, oraz niejaka Yuuri (imię zgodne z jej orientacją). Tyle dobrych, po stronie złych jest jeszcze stłszaszny, i głoźny (błędy celowe), najprawdopodobniej ruski generał Daimon. Wszystkie te postacie, poza dziadkiem, w przerwach pomiędzy rozbijaniem talerzy, zabijaniem się nawzajem, snuciem planów zawładnięcia światem i ogólnym tworzeniem chaosu, oddaje się radosnemu spółkowaniu, tudzież jest gwałcona. No coś ten hentaj mieć musi nie? Ale, ale wspominałem o głębokiej fabule nie? Już się tłumaczę. Otóż nasza Arisa zaraz na początku filmu jest przewożona sterowcem, który niech mnie diabli wygląda niemal jak te z intra gry Fallout Tactics... ale ja nie o tym. No i leci nasza Arisa, w skrzynce, ale, że nie dopisała pogoda a ruscy to partacze, to im po drodze wypadła. Pech (szczęście?) chciał że spadła wprost na restaurację naszych głównych bohaterów, przy okazji trochę ją demolując. Słodką tajemnicą scenarzysty jest fakt, że wszelkie zniszczenia wcięło w jedną noc... No i się zaczyna. Arisa zostaje podwładną Shinichira, i ma pomagać w restauracji, ale jest niezdarna i pana doprowadza do szewskiej pasji, ale wykupuje winy "myciem mu wieczorami pleców". Wkrótce złuy generał na tę sielankę nasyła Yuuri, która by uratować siostrę ma mu sprowadzić Arisę, alias Ognistą Pszczołę. Yuuri się myli, i w procesie weryfikacyjnym przypadkiem gwałci nie tę osobę co trzeba. Potem napadają ją wyrzuty sumienia, i przechodzi na jasną stronę mocy. Jakiś czas potem, parę ważnych postaci zostaje porwanych No to reszta oczywiście huzia za ciężką broń, i bez zmrużenia okiem wyżynać rusków (głupich jak potwory w serious samie). W tych scenach Arisa daje czadu! W końcu jest wielkie BUM, a w międzyczasie jeszcze parę gwałtów i bara-bara. Gdzie w tym wszystkim ta głębia? A no Arisa, to formalnie rzecz biorąc broń. Ale, że jest dziełem ojca Shinichira, a on był dobry, to się za takową nie uważa, i zachowuje się słodziutko, grzeczniutko i wogóle jak na maszynę niezwykle ludzko. Ot i dylemat być bronią, czy też zażywać rodzinnego ciepła? A, że temat potraktowany bardzo płytko... no co chęci się liczą, nie? Jak na hentaj głębia wręcz nieziemska!
Jeśli o grafikę chodzi, to o ile postaci, od biedy są jeszcze ładne i staranne, to już tła są nijakie i niezwykle statyczne. Ktoś tu ciął budżet... A może po prostu wszystko na tego godnego Oscara scenarzystę poszło? Kto tam wie. Osobna sprawa to dźwięki. Piosenek nie ma żadnych, występuje tylko kilka melodyjek. Mnie osobiście rozbawiły dźwięki przy walkach, zwłaszcza końcowej. No dam sobie rękę, tuż przy paznokciu uciąć, że ten ostrzał został żywcem przeniesiony z jakiejś gry z stareńkiego pegazusa! Podobieństwo nieziemskie.
Podsumowując jak ktoś chce sobie ten niezwykły twór obejrzeć, to proszę bardzo! Ostatecznie miłośnik fabularnych dylematów może zwyczajnie bara-bara przewinąć i chłonąć niezwykle wysublimowane dylematy bohaterów. Straci tylko jakieś 55% filmu. Hentaj jak hentaj, ale ze względu na tę fabułę, zasługuje według mnie na wyróżnienie, prawdziwy rodzynek, któremu daję całe 4 punkty.
Dodał: Diablo | Skomentuj [0] | Czytań: 2537









